niedziela, 5 maja 2013

(Po raz kolejny) kilka spraw

1. Sory, że nie pisałam postów. Jakoś mi się nie chciało, ale postanowiłam do tego wrócić...

2. Jazda konna (27.04):
Tego dnia miałam lekcję z jakąś inną panią... na Marku (kuc ma na imię Marko, jest kasztanowaty, strasznie słodki i uparty ;P ). Wiadomo, z czyszczenie, siodłaniem i kiełzaniem nie było problemu. Aha, oprócz mnie na jeździe była jeszcze jakaś o rok młodsza dziewczynka i takie dwie (, już chyba dorosłe) dziewczyny oraz jakichś chłopak (też gdzieś w ich wieku).
Co do jazdy - stęp i kłus (+ drągi) - spoko. Gdyby nie to, że tamten chłopak (jechał na Goldim) miał uważać żeby nie jeździć blisko kuców (czyli też siedzących na nich: mnie i tej młodszej dziewczynki), bo Goldi może kopnąć. Oczywiście on jednak czasami tego nie robił -,-.
Podczas jazdy było w ogóle dość gorąco, więc masakra...
W każdym razie potem był czas na galop. Młodsza dziewczynka i ten chłopach wjechali do środka (, wygląda na to, że jeszcze nie galopują). Cóż... tamte dwie starsze dziewczyny galopowały już sobie ładnie, a ja oczywiście mam problemy (jak to zwykle bywa na Marku -,-). Na szczęście pani dała mi trochę więcej wskazówek, dlatego pobiłam swój rekord i przejechałam na Marko 1/4 ujeżdżalni XD! ... bo potem i tak skręcił do środka *foch*. Jednak z jazdy jestem zadowolona.

3. YAY! Dostałam wreszcie drugą płytę z odcinkami "Przygód w siodle"! :D

4. Jazda (4.05)
Znowu była lekcja z tą drugą instruktorką. Tym razem miałam kochaniutką "Tygrysicę" (no Tigrę). Znów problemy z zakładaniem siodła, ech...
Na lekcji były takie dwie młodsze dziewczynki.
Na ujeżdżalni, kiedy przygotowywałyśmy się do jazdy jedna z nich przy wsiadaniu zrobiła sobie coś z palcem i tak skończyła się jej lekcja, biedna :( .
Przez to, że zostałam tylko ja i ta druga (miała na imię Natalia) nie jeździłyśmy całej ujeżdżali, bo pani nie chciało się krzyczeć przy wydawaniu poleceń ;). Gdy kłusowałyśmy były drągi i półsiad (szkoda, że nie przeszkody :( ). Trochę się zmęczyłam. Później (i w stępie i w kłusie) jeździłyśmy trzymając wodze jedną ręką. Szczerze wydawało mi się to trudniejsze, nawet wolty.
Potem galop. Zostałam sama (i fajnie :P ). Było cool! Tigra tak świetnie galopuje! Podczas galopu przejeżdżałam przez pojedyncze drągi. Nie wiem co prawda co to miało dać (ni to skoki ni to różnica w chodzie...), ale cóż...
Za to ta jazda była super! Wreszcie porządne ćwiczenia i Tigra :D.

PS Mam też nowego schleich, ale zdjęć nie zrobiłam, bo "się mi nie kciało". To klacz hanowerska. Przy okazji zrobiłam dla niej parę różowych owijek.

Jula

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz