YAY! Byłam dzisiaj na konikach!
Postanowiłam opisać jak było: kiedy byłam już w stadninie miałam do wyboru Klejnota (małego, leniwego kuca) lub Tigrę (dużą klacz, tak z 170 - 175 cm w kłębie [ja mam niecałe 150 cm wzrostu], na której jeszcze nie jeździłam). Wybrałam Tigrę, bo widziałam kiedyś jak jeździ i wydawała się spoko. Poszłam, więc ją wyczyścić i tak patrzę - jaka ona wielka! Jednak jakoś się udało. Niestety miałam problem z kiełzaniem i siodłaniem, ale pomógł mi taki pan Michał (jest bardzo miły :) ). Potem kolejne przeszkody - nie mogłam jej dosiąść, lecz w końcu jakoś sobie poradziłam. Później, na szczęście, było tylko lepiej. Stępowaliśmy i kłusowaliśmy. Tigra reagowała na polecenia i ogólnie było miło. Potem jednak przyszła pora na galop. Jeszcze nigdy wcześniej nie galopowałam na tak dużym koniu. Bałam się trochę, ale głupio by było zmarnować szansę i zrezygnować.
Napiszę teraz, że w zastępie jechałam druga ( z trzech osób), na galop jednak wyjechałam pierwsza, a taka młodsza dziewczynka wyjechała na środek. To dla mnie bardzo korzystne, bo nie lubię galopować za kimś.
Teraz przyszła pora na galopowanie. Popędziłam Tigrę i... okazało się, że ona świetnie galopuje! O ile kłusuje dość wybijająco to galop ma łady i spokojny. Podczas niego po prostu czułam się jakbym jechała sama na polu porośniętym złotą, letnią trawą; wiatr powiewał moimi włosami... jak w bajce!
Później, na koniec był stęp bez strzemion. Potem jeszcze konia rozsiodłać oraz wyczyścić i do domu.
Z jazdy, nie ma co się dziwić, jestem bardzo zadowolona. Dobrze mi szło, miałam fajnego konia i pogoda była super.
Jula
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz